-
Do tej wyprawy sprowokował mnie film „Lincz” z niesamowitą rolą Wiesława Komasy, który opowiada o samosądzie we Włodowie. To wydarzenie wstrząsnęło Polską, bo pokazało, że obywatele nie mogą liczyć na swoje własne państwo.
-
Tym razem moim celem jest Guzowy Piec. Chcę tam zobaczyć drewniane chałupy. A za Naterkami chcę chwilę przystanąć przy przydrożnym grobie.
-
Bardzo lubię jeździć po szutrach. Kiedy słyszę chrzęst piasku pod oponami, to mam wrażenie, że rower ze mną rozmawia. Tym razem jednak wybrałem asfalt. Bo trochę czas mnie gonił.
-
Najstarszą w naszym regionie kapliczkę z Dobrąga (1601) zapisałem na mojej rowerowej liście do odwiedzenia jeszcze w czasach starej "16". Ale jakoś zawsze było nie po drodze. Aż w końcu droga się znalazła.
-
Kajny już od jakiegoś czasu zajmowały jedno z czołowych miejsc, które chciałem zobaczyć. No i w końcu się udało. Teraz czas na Dobrąg.
-
Tym razem wybrałem się zobaczyć co zostało z budynku Mazurskiego Uniwersytetu Ludowego. Właściwie to już nic nie zostało. Jak po Mazurach.
-
Plan był taki, żeby pojechać do Pasymia i stamtąd przez Łajs wrócić do Olsztyna. Nie dało jednak rady, więc skorzystałem z usług Przewozów Regionalnych (pozdrawiam przemiłą p. konduktorkę) i za 15,20 do Pasymia dojechałem pociągiem. Moim celem była symboliczna granica pomiędzy Warmią i Mazurami w Łajsie.
-
Tym razem wyruszyłem na poszukiwanie piasku. A konkretnie kopalni piasku w Węgajtach. Chciałem sobie popatrzeć na ten ponoć największy dół w naszym mazursko-warmińskim regionie.
-
Tym razem do wędrówki pociągnęła mnie magia nazwy pewnej wsi: Dziuchy. Przy okazji wykombinowałem sobie, że odwiedzę też Łańsk. Ale pogubiłem się w lesie i musiałem obejść się smakiem.
-
Fajna, prosta trasa. Głównie asfaltowa. Z lekkimi wzniesieniami. Jechałem w niedzielę, więc ruch był mizerny. W wariancie light można do Barczewa dojechać pociągiem. Do przejechanie 50 - 70 kilometrów.