Joanna Ceplin: Rozmowa o wolności w biznesie

Jeśli jesteś np. stylistką i na profilu nie stworzysz pozytywnego wizerunku i nie będziesz publikować tego, czym się zajmujesz, jest to duży stracony potencjał — podkreśla Joanna Ceplin. Ze specjalistką komunikacji on-line, z którą spotkamy się już 30 września podczas olsztyńskiego spotkania kobiet „Bez Gorsetu”, rozmawia Agnieszka Porowska.

— Zobaczymy się już za miesiąc na spotkaniu kobiet  „Bez gorsetu”. Jak się okazuje, zrzuceniem takiego gorsetu może być opuszczenie biura i rozpoczęcie własnej działalności, albo też uwolnienie się z gorsetu matki Polki, która jest zniewolona i nie może pracować, bo ma dzieci.

— Będę chciała pokazać podczas mojego wystąpienia, że siedzenie w domu np. z małymi dziećmi wcale nie musi nas ograniczać biznesowo.  Internet bez wychodzenia z domu oferuje nam szerokie dotarcie do nowych osób, nawiązywanie nowych relacji. Komunikatory mogą służyć nie tylko plotkom koleżanek, mogą być bardzo sprawnymi narzędziami do prowadzenia nowych biznesów. W dzisiejszych czasach kobieta, która zawodowo chce się rozwijać i realizować swoje zawodowe pomysły, wiele rzeczy może zrobić zdalnie. Za pomocą sieci można wybadać teren, przeprowadzić ankiety. Gdy projekt jest w fazie testów, porozmawiać z innymi — czy im się to podoba, co o tym myślą.
— Nie trzeba mieć magazynu, nie trzeba zatrudniać sztabu ludzi… 
— Wiele kobiet ma niesamowite pomysły i boi się wyjść z biznesem na szerokie wody. Tradycyjne działanie wymaga budżetu, podjęcia dużego ryzyka. A w sferze on-line możemy najpierw wszystko omówić i przetestować. I nawet już sprzedać pierwszym klientom. Mam miliony przykładów na to, jak kobiety zaczynają rozwijać swoje biznesy począwszy od organizowania ślubu własnej córce, albo od uszycia czapki dziecku sąsiadki. Jedna z nich dwa lata temu pomagała organizować wesela — ogłaszała się w sieci, a teraz już ma firmę, która produkuje m.in. dekoracje i w międzyczasie stworzyła wiele innych spółek.
— Czasem do sprawnego działania wystarczy laptop i smartfon. Czyli to, co w zasadzie każda z nas posiada.
— Kontakt z innymi przez media społecznościowej dla nas, kobiet, często dużo prostszy. Wiele kobiet boi się bezpośrednio pójść do kogoś, porozmawiać. Nie zawsze też dobrze czujemy się w urzędach. Przez on-line znika bariera pierwszego kontaktu.
— I jeśli ktoś nam odmówi przez internet, to też nie boli to aż tak bardzo….
— Tak, zawsze mniej personalnie to odbieramy. Internet daje nam niesamowitą możliwość spotkania się z osobami, których na co dzień byśmy nie spotkali. Możemy napisać do każdego. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo osób, o których marzymy, żeby z nimi nawiązać współpracę — celebrytów lub właścicieli dużych firm — czyta te wiadomości i na nie odpowiada. Oczywiście nie każdy i nie od razu, ale gdy ktoś jest cierpliwy, to w końcu dotrze do takich osób.
— Zaczynaliśmy od zwykłych postów na Facebooku, a teraz media społecznościowe dają nam coraz więcej możliwości. Ostatnio na swoim profilu poruszyła pani temat relacji live, transmisji na żywo.
— Często podkreślam, że osoby, które zaczynają, mają jakąś pasję i pomysł i chcą mieć mocne wejście — w relacjach live mogą pokazać się jako osoby bardziej autentyczne. Nie chcemy już oglądać pięknych pań w telewizji. Chcemy oglądać ciekawe pomysły fajnych ludzi, którzy są jednymi z nas. Taki ktoś dużo szybciej może podbić serca swoich odbiorców — i to niezależnie, czym się pasjonuje. Każdy może znaleźć swoje miejsce w sieci.
— Ale przez media społecznościowe reklamują się nie tylko blogerki, które chcą mieć ogólnopolski zasięg. Czasem wystarczy, by zauważono cię w na jednym osiedlu.
— Wiele pań zakłada w swoich miejscowościach biznesy — fryzjer, kosmetyczka, manicure. I w lokalnych biznesach bardzo ważne jest, aby przyciągnąć do siebie te klientki z okolicy. Gdzie dziś klient szuka informacji? Najszybciej zapyta na jakimś forum albo w grupie znajomych „Polećcie mi jakiegoś dobrego fryzjera!”. Media społecznościowe pełne są takich postów. A w odpowiedziach — nie tylko imiona i nazwiska fryzjerów, ale i ich oznaczenia. Klikasz w nazwisko polecane ci przez znajomego i już wszystko wiesz. Aby ktoś nas oznaczył, aby ktoś o nas pamiętał, musimy w tej sieci prężnie działać, na okrągło pokazywać, co my takiego fajnego robimy. Osoba, która zobaczy takie polecenie i wejdzie na nasz profil ma się miło zaskoczyć, ma się wciągnąć w nasz świat.
— No właśnie…. klikamy, a tam ostatni post np. z maja.
— Zadbany profil w mediach społecznościowych buduje świadomość marki. Ludzie łatwiej nas odnajdują, chętniej nas oznaczają. Obecność w sieci stała się oczywistym krokiem każdego biznesu,  jego uwiarygodnieniem.
— Ma pani męża, dwoje dzieci, własny biznes. Jak to wszystko godzić? Może właśnie za pomocą mediów społecznościowych?
— Pokutuje taka opinia, że media społecznościowe to tylko rozrywka. Oczywiście, jeśli ktoś nie umie sobie tej rozrywki dozować, to wtedy media społecznościowe stają się pożeraczami czasu. Dlatego mam takie hasło: „Zamiast konsumować, twórz swoje treści.” Nie doceniamy, ile przez ten czas — kiedy podglądamy innych, moglibyśmy zrobić dla siebie, dla naszej marki. Jeśli jesteś lekarką, fizjoterapeutką, stylistką i na profilu prywatnym nie stworzysz pozytywnego własnego wizerunku i tam na bieżąco nie będziesz publikować tego, czym się zajmujesz — jest to duży stracony potencjał.
— Wielu mówi: „A kto to będzie czytał…”
— Takie myślenie to błąd! Ludzie zapamiętują posty. Do pewnego czasu mogą nie potrzebować eksperta, ale za jakiś czas każdego czeka np. remont. I wtedy ciągnie nas do rzeczy, które już gdzieś wcześniej wiedzieliśmy. Mój znajomy publikował zdjęcia przed i po remontach. Stworzył swoją historię. Ja nie planowałam wtedy remontu, ale gdy przyszedł taki czas, od razu pomyślałam o nim.
— Post wrzucić łatwiej, ale zdecydować się  na film z własnym udziałem to już nie takie oczywiste… Trochę się jednak wstydzimy.
— Po prostu trzeba czasu, żeby się tego nauczyć. To nie jest tak, że każdy chwyta telefon i mu to od początku super wychodzi. Nie od razu i nie wszystko trzeba od razu wstawiać do sieci. Ale warto próbować! I nie nastawiać się, że nasza pierwsza publikacja spotka się z jakimś ogromnym aplauzem. Metoda małych kroczków działa tu tak jak wszędzie. Jak poświęcimy ok. 3 miesiące na systematyczne działanie w sieci, to gwarantuję, że przyniesie to efekt. Wielu ludzi najpierw nie dowierza, że to się uda, a potem nie mogą uwierzyć w powodzenie, w ten efekt kuli śnieżnej.  Dwa lata namawiałam znajomego architekta, żeby zaczął kręcić filmy. W końcu nieśmiało się zdecydował — na filmie pokazywał pokoje i opowiada, co zostało zmienione. Film miał niebywałe zasięgi, zgarnął dziesiątki komentarzy. To go przekonało. Może się okazać. że ulotki i plakaty nie są nam już do niczego potrzebne.
— Kolejne pani hasło to „progres, nie perfekcja”
— Wiele osób hamuje to, że chcą, żeby to wszystko, co wypuszczą było takie piękne i najlepsze. Obserwujemy duże marki, które mają  sztaby PR-owców i wtedy nam się wydaje, że to nasze jest takie niedoskonałe. Wielu ludzi latami marzy: „Opublikuję stronę, gdy już wszystko będę miał dopięte na ostatni guzik”. A to nigdy nie następuje. Współpracowałam z trenerem personalnym, który zafiksował się na punkcie logo. Nie chciał niczego publikować, bo nie miał swojego znaku. Jakby to w tej branży było najważniejsze. Pokaż siebie, swoje ćwiczenia! Nawiąż kontakt z ludźmi. A potem dokładaj cegiełki. Najważniejsi są ludzie, kontakt z grupą docelową. Nie czekajcie na idealny moment, telefony w dłoń i zaczynamy!