Grzegorz Kordek: Wiedza w łóżku? Tak! Potrzebna!

Jak doprowadzić do tego, żeby facet w końcu zaczął nas słuchać? Prosić, płakać, grozić, krzyczeć?
Z Grzegorzem Kordkiem, specjalistą od różnic między kobietą i mężczyzną, gościem wrześniowego spotkania kobiet „Bez Gorsetu” rozmawia Agnieszka Porowska

— W niedzielę 30 września w Olsztynie momentami będzie dość frywolnie, bowiem m.in. pogadamy sobie o seksie. Ale czy jest w ogóle, o czym gadać? Według badań CBOS, większość Polaków deklaruje, że jest zadowolona ze swojego życia seksualnego.
— Myślę, że te statystyki są mocno zawyżone. Sprawa wygląda tak, że każdy facet uważa, że jest świetny w łóżku. Czyli 50 proc. ankietowanych już mamy odfajkowanych, bo to są faceci… Tymczasem z kobietami jest trudniej. Wiele z nich szczerze się nie wypowie, bo seks dla kobiet to wciąż temat tabu. Poza tym sporo starszych kobiet miało jednego mężczyznę przez całe życie i nie mają porównania, więc tu już mamy kolejne 20 proc. Pozostaje jakieś 30 bardziej świadomych. I tam to jest różnie.
— Czy w łóżku potrzebna jest wiedza? Może wystarczy zdać się na intuicję?
— Zdecydowanie potrzebna jest wiedza, jak w każdej dziedzinie. Trzeba wiedzieć, w jaki sposób „obsłużyć” tę drugą osobę. Zawsze w sposób zabawny i łatwo przyswajalny staram się tę wiedzę podsuwać. Nikt o tym głośno nie mówi, a ja poprzez zabawę, poprzez kabaret, poprzez stand-upy, z którymi jeżdżę po całej Polsce, staram się przybliżać te tematy. O, ironio, wszyscy to robią, bez seksu nie przetrwałby nasz gatunek, a rozmawiać o tym tak ciężko. Teraz w Olsztynie, mimo że nie przyjeżdżam ze swoim autorskim spektaklem, a w roli eksperta do spraw komunikacji damsko-męskiej, też na pewno będzie śmiesznie.
— Czy w sypialni mogą pomóc podręczniki? A może literatura typu „50 twarzy Grey’a”?
— „Grey” to literatura dotycząca sfery fantazji. Fantazja to jedno, a prawdziwe życie z całą jego złożonością, to drugie. Potrzeby seksualne i emocjonalne dość mocno się wiążą, zwłaszcza u kobiet. Nie ma co sprowadzać wszystkiego do podróży w wyobraźnię. Żyjemy tu i teraz. I trzeba sobie z tym jakoś radzić. Jak? O tym za niecały miesiąc będziemy rozmawiać w Olsztynie.
— Kobiety mają inne potrzeby seksualne niż mężczyźni…
— Seks jest fajny i przyjemny, gdy dwie osoby czerpią z niego taką samą przyjemność. Nie zawsze tak jest z tego względu, że facet wybiera zawsze najkrótszą drogę. Obojętnie czego to dotyczy — seksu, sprzątania czy załatwiania spraw. Facet jest zadaniowcem, chce szybko przejść od punktu A do punktu B.
— Jakie potrzeby mają kobiety?
— Potrzebują elementu zaskoczenia, zaciekawienia. Chcą gry wstępnej i zmienności. Faceci czasem naprawdę tego nie wiedzą. Poza tym kobiety mają tę skłonność, że działają na zasadzie wzajemności. Oczekują, że jeśli dają z siebie dużo, wygimnastykują się w łóżku tak, że aż się będzie dymić, to facet to doceni i potem zrobi to samo. Ale my mamy tak, że jak ktoś coś daje, to po prostu bierzemy, docenimy, ale tak bez zastanowienia. Skoro kobieta nam tyle daje, to widocznie nam się należy. Faceta łatwo jest rozpieścić. Kobiety w seksie zapominają o sobie, a potem przychodzą frustracje.
— Da pan jakąś radę, jak skłonić faceta do większego zaangażowania? Kiedy dają faceci?
— Faceci dają wtedy, gdy ktoś im przestaje dawać. Może warto ich trochę wziąć na przeczekanie? Dać im czas, żeby się mogli wykazać, nie być na ich każde skinienie? Kobieto, zajmij się sobą, bo dla faceta największą przyjemnością jest to, że ty jesteś szczęśliwa. Kobieto ucz się siebie, swoich potrzeb i głośno domagaj się ich zaspokajania. Faceci są naprawdę mało domyślni. Napisałem kiedyś książkę „Jak rozmawiać z chłopem jełopem”. Warto się z nią zapoznać. Musimy zdawać sobie sprawę z różnic, jakie są między nami i uwzględniać je przy codziennej komunikacji.
— Ale mężczyźni są mało domyślni również w sferze pozasypialnianej. Bo ile można prosić „Kochanie, wyniósłbyś śmieci”? Mija doba, worek dalej stoi w korytarzu. No i jak to logicznie wytłumaczyć? I jak doprowadzić do tego, żeby facet w końcu zaczął nas słuchać? Prosić, płakać, grozić, krzyczeć?
— Facet wszystko traktuje bardzo literalnie. Dla mężczyzny zwrot „mógłbyś” jest pytaniem o jego fizyczne możliwości, a nie jest prośbą o wyniesienie śmieci. Facet myśli: mógłbym, mam przecież zdrowe ręce i nogi, fizycznie jestem w stanie to zrobić… ale przecież teraz nie muszę, nikt mi nie kazał. Adekwatność użytych słów i prostota komunikatów jest sprawą kluczową, jeśli chodzi o to, by nasze relacje stały się bardziej harmonijne. Zdecydowanie prościej jest powiedzieć „Wynieś śmieci, proszę, teraz”. Wtedy facet wie, o co chodzi. Nie ma co owijać w bawełnę, bo on tych waszych subtelności i tak nie zrozumie.
— Związek wydaje się być najbardziej naturalną sprawą na świecie — dwoje ludzi się spotyka, łączy w parę, rodzą się dzieci. W ten sposób przedłużamy gatunek, istniejemy. Związki tworzyły nasze babki i prababki.
— Związek to naturalny rytm każdego człowieka. Żyjemy jednak w takich czasach, że o tym rytmie zapominamy. To z czego jesteśmy najbardziej dumni zaczyna nam też najbardziej przeszkadzać. Chodzi tu o nasz rozum, nasz umysł. Przestajemy działać intuicyjnie i instynktownie. Świat zmienił się tak szybko, że nasza ewolucja za tym nie nadąża. Żeby się znaleźć w tej rzeczywistości potrzebujemy trochę wiedzieć i nie jest to wiedza na temat fizyki kwantowej, a wiedza o nas samych. Naszą skłonnością jest to, że traktujemy innych tak jak siebie. To my dla siebie jesteśmy najważniejsi i poprzez nasz pryzmat patrzymy na świat i na innych. Najczęstszym problemem w relacjach w związku jest to, że dajemy drugiej osobie to, co sami byśmy chcieli otrzymywać. Patrzymy na partnera i myślimy sobie: ”ok, to jest normalny człowiek, ja go kocham, jest dla mnie ważny, chcę dać mu wszystko co najlepsze” i w imię ważności i dobrych intencji dajemy tej drugiej osobie wszystko to, co najlepsze, ale najlepsze dla nas. Zapominamy o tym, że kobiety i mężczyźni są różni i różne mają potrzeby. I wtedy zaczynają się problemy…
— Jest pan uczniem Johna Greya, twórcy bestsellera „Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus”. Jak to było? Gdzie i kiedy go pan spotkał?
— Kiedyś wydawało mi się, że jestem mistrzem w rozumieniu kobiet. A potem miałem małżeństwo, które się rozwaliło. Okazało, że być może takim mistrzem nie jestem. W Polsce zacząłem szukać informacji na temat, co zrobiliśmy źle? I wtedy wpadła w ręce mi ta książka. Zainspirowała mnie i niejedno wytłumaczyła. Pojechałem do USA, do Las Vegas do jej autora na specjalne szkolenie, za które dałem 150 tys. zł. Było to szkolenie certyfikacyjne. Grey jest geniuszem i o psychologii płci wie wszystko. Wróciłem z Kalifornii, zacząłem dodatkowo zgłębiać ten temat. Dużo zrozumiałem. Kiedyś myślałem, że moja była żona się mnie czepia, bo chce mi zrobić na złość, a to chodziło o to, że chciała mi powiedzieć „gamoniu zrób coś, zacznij dbać o mnie, zacznij okazywać mi uczucia, pokaż, że jestem dla ciebie ważna.” Gdybym o tym wiedział wcześniej, mój związek by się nigdy nie rozpadł. Ale rozwalił się być może po to, bym się czegoś w końcu nauczył. I się nauczyłem. Teraz uczę innych.
Agnieszka Porowska