Edyta Stępczak: Dobre kobiety umierają przed mężami

Przysłowie nepalskie brzmi „Urodzić się kobietą to przekleństwo”. Z Edytą Stępczak, aktywistką, podróżniczką, autorką książki „Burka w Nepalu nazywa się sari”, prelegentką olsztyńskiego wrześniowego spotkania kobiet „Bez Gorsetu” rozmawia Agnieszka Porowska

— Nepal. Co pani robiła tam przez 5 lat? Wspinała się po górach?
— W polskiej świadomości Nepal to tylko Himalaje, tak się tylko kojarzy. Mówimy tylko o trekkingu w Himalajach, o wspinaniu się na szczyty. Innych książek, poza tymi pisanymi w konwencji przyrodniczej, w zasadzie nie ma. W mojej świadomości przez wiele lat też tak było. Wspinałam się i marzyłam, żeby zobaczyć te najwyższe szczyty. Będąc tam, poczułam się w jakiś sposób oszukana. Zaczęłam sobie zdawać sprawę, że nepalska rzeczywistość niewiele ma wspólnego z ich wspaniałymi krajobrazami. Po prostu powielamy pewien schemat: turysta wysiada z samolotu, udaje się do hotelu, organizuje sobie trekking w góry, gdzie przeżywa wspaniałą, ekscytującą przygodę, potem, by to uczcić, zjada dobrą kolację, kupuje pamiątki i wylatuje. Nie ma tam miejsca na głębsze obserwacje, angażowanie się w ich społeczne problemy.
— Wszyscy są upojeni wysokościowym sukcesem i nie oglądają się na nic innego. Ale pani się obejrzała i nawet napisała książkę…( którą będzie można zakupić na spotkaniu „Bez Gorsetu”).
— To prawda, ale nie należy nikogo za to krytykować. Ludzie tam jadą z konkretnym zamiarem. Też pojechałam tam jako miłośniczka gór, ale wyjeżdżałam już jako aktywistka. O wiele większe wrażenie zrobiły na mnie warunki życia ludzi niż himalajskie szczyty. Postanowiłam, że wrócę do Nepalu, ale w innym charakterze. Chciałam tam pracować społecznie, udało mi się to 8 lat później. Spędziłam tam ponad 5 lat,  miałam okazję zbadać tamtejszą rzeczywistość. Pomysł na książkę o kobietach zrodził się od razu po przyjeździe. Zaczęłam wtedy pracę w organizacjach pozarządowych działających na rzecz kobiet i dzieci. I zobaczyłam, że jest to nieznany temat w Europie. Fascynujący, bolesny i trudny. Kiedy zaczęłam odkrywać ten ogrom wyzwań, z jakimi muszą się borykać nepalskie kobiety na co dzień, góry — choć wysokie — zeszły na drugi plan.
— Pani książka, która za kilka dni zostanie wydana, „Burka w Nepalu ma na imię sari”, łączy w tytule dwie skrajności, bo przecież burka kojarzy nam się źle, a sari dobrze.
— Tytuł jest kontrowersyjny i wzbudza silne emocje. W skondensowany sposób mówi o treści książki. Sari kojarzy się nam dobrze, burka jest dla świata utartym symbolem uciemiężenia kobiet. Automatycznie kojarzymy uciemiężenie kobiet z krajami islamskimi. W Nepalu rzeczywistość kobiet jest bardzo podobna. Cierpią podobnie jak muzułmanki. Analogia tytułowa: burka-sari jest odwołaniem do tych podobieństw. Książka burzy pewne mity. A raczej — pokazuje nieznane.
— Nepalki kojarzą się z pięknymi kobietami o czekoladowych karnacjach, które często boso, w kolorowych, pięknych szatach kluczą między górami. Każdy myśli, że jak są tak pięknie kolorowo ubrane, to ich życie też jest piękne i ciekawe.
— Utożsamiamy to, co wizualnie przyjemne dla oka, z całą resztą. Łatwo popaść w tę pułapkę, a prawda będzie szokująca. Czytelnik nie spodziewa się takiej rzeczywistości w Nepalu, a wielu z nas się tam udaje. Dla przygody.
— Nawet teraz głośno jest o projekcie z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Polacy jadą tam przebiec 100 km w Katmandu, a potem będą mieć 3-tygodniowy marsz do głównej bazy pod Mount Everest.
— To dobrze, trzeba jeździć do Nepalu, bo turystyka jest jedną z głównych gałęzi gospodarki. W ten sposób wspieramy Nepalczyków. To wspaniały kraj na przeżycie kilkutygodniowej przygody. Po trzęsieniu ziemi w 2015 roku kraj cofnął się 20 lat w rozwoju. Ta pomoc jest potrzebna, a pieniądze w ten sposób trafiają od razu i bezpośrednio do tragarzy, przewodników i hotelarzy.
— Przysłowie nepalskie brzmi „Urodzić się kobietą to przekleństwo”. Na czym polega to ich uciemiężenie? 
— Szacuje się, że 80 proc. kobiet nepalskich jest ofiarami jakiejś formy przemocy. Czy to psychicznej czy fizycznej, kulturowej, ekonomicznej, seksualnej. W książce przytaczam przykłady konkretnych osób. Mówiąc wprost: główną przyczyną śmierci kobiet w Nepalu w wieku produkcyjnym jest samobójstwo. Trudno im się rozwieść, choć prawo już im na to pozwala. Ale pozostaje pytanie: co później? Jeśli nie mają wsparcia w rodzinie, a przeważnie nie mają, jeśli nie mają wykształcenia, a cały majątek jest w rękach męża, wtedy ich gotowość na rozwód maleje. W rozpaczy decydują się na krok ostateczny. Skrajną formę uwolnienia się od swego nieszczęsnego losu. Najczęściej sprawcami przemocy są członkowie najbliższej rodziny — mąż, ojciec, teść, ale Nepalkę czeka także wiele okrucieństwa ze strony teściowej.  Zmiana sytuacji jest niemal niemożliwa. W książce opowiadam o tym, jak kobiety są dyskryminowane i to nawet nie od kołyski, a od poczęcia. W Azji bardzo powszechnym zjawiskiem jest kobietobójstwo — płód żeński jest usuwany, gdy tylko znana jest płeć.
 — Podobno największą zbrodnią przeciw mężowi, jaką można popełnić, to po prostu  go przeżyć?
— W nepalskiej tradycji istnieje przesąd, że wdowy przynoszą nieszczęście, wdowy to zły omen. Dobre kobiety umierają przed swoimi mężami.  Do początku XX wieku istniała praktyka zwana sati, która polegała na obowiązku samospaleniu się żony na stosie kremacyjnym, na którym paliły się zwłoki zmarłego męża. Kobieta miała popełnić samobójstwo, żeby nie przeżyć męża. Całe nieszczęście polega na tym, że nazywano to tradycją. To straszne semantyczne upudrowanie. Wiele okrutnych praktyk nazywa się w Nepalu tradycją.
— A przecież jak pani pisze w swojej książce — z tradycją się nie walczy, tradycję się kultywuje i się nią chwali.
— Pod powłoką pielęgnowania tradycji, kulturowego narodowego bogactwa kryje się okrucieństwo. Trudno wtedy z nimi walczyć. Jest wiele do zrobienia w Nepalu, zaczynając od sfery językowej — należy zacząć nazywać rzeczy po imieniu. Wielu Nepalczyków żyje w zaprzeczeniu. Szczególnie tych najwyższych kast, mimo że są mniejszością, to oni zdominowali społeczeństwo. To twardogłowi konserwatyści, którzy za wszelką cenę będą bronić ustalonego porządku. W Nepalu — jeśli książka tam trafi — wiele osób będzie nią oburzonych. Nepal przestanie się jawić jak kraina tajemniczych gór. Będzie to trudna prawda do przyjęcia, ale prawda.
— Czy współczesne kobiety nepalskie są w stanie w jakiś sposób się zbuntować? Widać jakieś ruchy kobiece?
— Widać, jest to bardzo powoli rodzący się sprzeciw. Jest grupa świadomych aktywistek- walczące o swoje prawa i żyjące wg zasad które głoszą. Mam zaszczyt znać wiele silnych, kreatywnych, przebojowych Nepalek. W książce opisuje ich osiągnięcia. Ich walka wypełnia im życie i daje im siłę. To naprawdę silne baby, które mają do czynienia z szykanami i groźbami.
— Jak możemy z naszej polskiej perspektywy pomóc Nepalkom?
— Mówiąc o tym. Kobiety, które podzieliły się ze mną tym dramatycznymi i bardzo osobistymi historiami — każda z nich jest na swój sposób aktywistką. Mimo tego bólu, jaki oznacza mówienie o tym komuś obcemu, one dostrzegają, że mogą w ten sposób poprawić, jeśli już nie swoje życie, to życie córek, że świat w końcu usłyszy ich krzyk. Konieczność nagłaśniania tej sprawy jest większa niż ich ból i tragedia. Mówmy o ofiarach, ale mówmy też o inspirujących bohaterkach, które dokonują zmiany. Trzeba zrównoważyć wizerunek Nepalki w mediach — nie tylko ta uciskana, ale też ta walcząca o swoje prawa.